[USA] Amerykanie pracują

May 14th, 2011 | Categories: USA | Tags:

Dzisiejszy wpis będzie krótki, bo mi praca przeszkadza w życiu. Cały ten tydzień spędziłem w biurze klienta, co miało dużo zalet – poznałem interesujących ludzi i wypiłem wiaderko darmowej kawy, ale znacznie utrudniło mi to obijanie się. Z tego powodu będę się starał unikać podobnych tygodni*. Niestety jakieś licho mnie podkusiło i postanowiłem się w pierwszych dniach wykazać, czego efektem jest to, że następny tydzień też siedzę u klienta a do projektu przypisali mnie do sierpnia. A koledzy uczyli, żeby się nie wychylać. Uczyli i przypominali nie raz, a ja znów nie posłuchałem.

Mój entuzjazm do wykazywania się wpisał sie idealnie w wartości uznawane przez amerykanów w pracy. Kilka razy udało mi się jednak sprowadzić zło do pokoju, tzn sprowokować pogawędki, w czasie których przegadalismy trochę lokalne nastawienie do pracy, ilość urlopów itd. Debby, która pochodzi z Chin, ale jest juz zamerykanizowana, pytała czy to prawda, że w Europie urlop przysługuje już w pierwszym roku pracy, bo w USA standardem jest, że pracownik rozpoczynający swoją karierę ma jeden dzień urlopu w pierwszym roku, a w trzecim zwiększa mu się to do trzech dni. Z prawdziwą fascynacją podzieliła się historią koleżanki z niemiec, która mówiła, że jej cała rodzina bierze urlop jednocześnie i razem odpoczywają przez trzy tygodnie.
W czasie jednego z meetingów podejrzałem maila, w którym pracownik prosi o 3 godziny urlopu. Dla nich to było normalne, dla mnie jest to dziwne i śmieszne zarazem. Tak samo jak przerwa na lunch, którą większość osób spędza starając się nie udławić posiłkiem przyniesionym z kafeterii na parterze i pospiesznie przegryzanym bez odrywania wzroku od monitora.
Dziś wypychałem cały zespół z biura o 17:45, czterdzieści pięć minut po zakończeniu godzin pracy, mimo, że tym tygodniu narobiliśmy nadgodzin (płatnych! moje pierwsze płatne nadgodziny!) i skończyliśmy wszystko co było do zrobienia. Zawsze przecież można zrobić coś więcej. Ich szef ma kilka stałych dowcipów, jeden z nich to: dobrze pracowałeś w tym tygodniu, pozwolę Ci wziąść sobie sobotę i niedzielę wolne. Jak mówiłem, że na jest 16:30, więc na rano się nie da zrealizować nowego pomysłu, to mówił, że przecież jest cała noc do wykorzystania. Coraz bardziej się zastanawiam czy to żarty.

W czasie pogadanek ktoś wspomniał o znajomym z hiszpanii, który opowiadał, że pod Madrytem jeszcze kilka lat temu trzeba było mieć znajomego montera (albo mieć znajomego, który znał montera), żeby mieć założony telefon w mniej niż dwa tygodnie i to przy założeniu, że monter przyjdzie tak jak się umówił, bo czasem nie przychodzi. Nie mogli zrozumieć jak to jest możliwe, że jak coś potrzebnego do pracy się popsuje, to trzeba czekać na naprawę. Próbowałem im troche wytłumaczyć, że trzeba w takich warunkach trzeba się przestawić na południową mentalność i mieć wszystko gdzieś tak jak otoczenie, ale nie mogli tego przyjąć. Pytanie “ale jak im się udaje cokolwiek zrobić?” padło kilka razy. Ciekawe, że jest to dokładnie to samo pytanie, które zadawałem po pierwszym wyjeździe do Tuluzy.

Gdy myślę teraz o tych naszych rozmowach, to mam coraz większe przekonanie, że mi nie uwierzyli w opowieści o francuskim dwugodzinnym lunchu z winem, tak jak nie mogli uwierzyć, że w Anglii i Irlandii można wejść do pubu z dzieckiem (przecież nie ma 21 lat a tam jest alkohol). Dzieli nas chyba więcej niż Atlantyk.

* why do only fools and horses work?

Share and Enjoy:
  • Digg
  • Facebook
  • Blip
  • Kciuk.pl
  • StumbleUpon
  • Wykop
Share
No comments yet.

TOP