[USA] Dzień trzeci – na zachód poprzez Nowy Jork

August 29th, 2011 | Categories: USA | Tags: , ,

Trzeci dzień wycieczki spędziliśmy śpiewając lekko zmodyfikowaną wersję Ballady Wagonowej Maryli Rodowicz – “dwóch pasażerów PT Cruiser wiózł, od Saratoga Springs do Syracuse”. Mrozu akurat nie mieliśmy i przez Syracuse mieliśmy tylko przejechać, ale to miasto nie kojarzy mi się absolutnie z niczym innym. Tu przyszedł moment na refleksję – słuchając kilka lat temu Maryli (i nie tylko) nie wyobrażałem sobie, że możliwe jest zobaczenie tak odległych miejsc. A teraz wsiadam w auto, jadę i jestem. To jest piękne!

Wracając do faktów – noc spędziliśmy w hotelu w centrum Saratogi, która okazała się całkiem przyjemnym kurortem. Według przewodnika jest to jedno z głównych miejsc, gdzie nowojorczycy jeżdżą, żeby odpocząć. Chyba akurat nie byli zmęczeni, bo miasto wyglądało na zdecydowanie zbyt puste; do tego stopnia, że na festyn rzemiosła odbywający się w parku nie weszliśmy, bo wydawało mi sie, że jeszcze nie został otwarty – dokładnie ani jednego kupującego nie było. Obawiam się, że może to być spowodowane ograniczonymi urlopami.

Nasz hotel nie oferował rozsądnego śniadania. Tzn $3 za tosta, $3 za kubek soku, $4 za płatki + $3 za mleko, $3 za jajko, $4 za kiełbaskę i $5 za kawę (plus napiwek i podatek stanowy) itp uważam za lekko nierozsądne. Może czterogwiazdkowe jajko jest na tyle lepsze, że usprawiedliwia to cenę, ale na razie nie jestem przekonany. Gram ostatnio w totolotka, jak wygram, to sprawdzę. Tak czy inaczej moje skąpstwo dało nam szansę porannego spaceru w poszukiwaniu lokalnej jadłodajni. Główna ulica Saratogi przypomina trochę krupówki, ale z dopuszczonym ruchem samochodów środkiem*. Znaleźliśmy wszystko co chcieliśmy – jadłodajnię ze znakiem jakości (tzn. wypełnioną po brzegi lokalnymi ludźmi), sklep z pamiątkami i publicznie dostępne źródełko z wodą mineralną, którą z resztą wciąż mamy, bo jest tak słona, że ciężko się ją pije. W Saratoga Springs zwiedziliśmy także park zdrojowy, nabraliśmy jeszcze więcej niesmacznej (musi być zdrowa) wody, objerzeliśmy z zewnątrz wielkie budynki parkowe oraz pusty basen i ruszyliśmy dalej (do Syracuse!).

Mówiłem to już kilka razy, ale powtórze jeszcze raz – stany zjednoczone są wielkie. Z tego powodu aż do Syracuse pojechaliśmy autostradą, a dopiero pozniej skręciliśmy na północ w stronę Oswego. Już od zjazdu z autostrady widać wyraźnie – że stan Nowy Jork jest inny niż Massachusetts. Odległości między domami są jeszcze większe, miasta wyglądają na znacznie starsze, a ich ścisłe centra na scenografie westernów (małe sześcienne domki połączone szeregowo). Mijane miasta są znacznie mniej wybetonowane niż na wschodzie, na przykład komisy samochodowe trzymają auta na trawie zamiast na asfalcie, co sprawia bardzo swojskie i wakacyjne wrażenie. Podoba mi się,
Druga rzecz, którą można widać z drogi to sprzedaż lokalna. Przy ulicach stoi bardzo dużo aut charakterystycznie wystawionych daleko od domu, a blisko drogi. Najpierw myślałem, że niektórzy bardzo się lubią chwalić jakie ładny samochód (albo kosiarkę, traktor, przyczepę, łódkę itp) mają, ale w końcu wypatrzyłem, że większość z nich ma niewielką informację “na sprzedaż”. Jestem przekonany, że widziałem już podobnie wystawiane sprzęty, ale tam to wyglądało bardzo harmonijnie i dobrze wkomponowywało się w krajobraz. Podobnie jak stoiska farmerów – wzdłuż całej drogi łatwo było kupić świeżą kukurydzę, pomidory i melony. Niektóre z wystawionych stoisk były samoosbługowe – należy sobie samemu zważyć, zapakować i wrzucić pieniądze do przygotowanej skarbonki. Wieś amerykańska ma coś w sobie pociągającego.

Kolejnym przystankiem na trasie było Oswego, niewielkie miasto z fortem, który nie wytrzymał oblężenia brytyjczyków. Obsłudze fortu nie można odmówić pomysłowości – na drugim brzegu rzeki rozbili bardzo dużo pustych namiotów, żeby najeźcy się wystaraszyli ogromu wojsk czekających i zajęli się atakowaniem pustego obou. Fortel działał przez chwilę, ale stosunkowo niedługą – anglicy zaatakowali puste namioty, ale dość szybko zorientowali się, ze coś jest nie tak, więc wycofali się i przeprowadzili normalny szturm. Ford padł po dniu ataku.

Ostatni etap drogi pokonywaliśmy małymi drogami rozkoszując się widokiem lasów, pół, farm, wrzosów i temu podobnych wiejskich atrakcji. Po drodze zatrzymaliśmy się w lokalnej jadłodajni, w której byliśmy chyba jedynymi ludzmi, którzy nie znali wszystkich pozostałych, a następnie zatrzymaliśmy się na Sodus Point popatrzeć na zachód słońca nad jeziorem Ontario oraz starą latarnię morską (? jeziorną?), która nie stoi przy wejściu do zatoki. Jak ją budowali, to wejście stała prawidłowo na cyplu sygnalizując drogę do portu, jendak jezioro naniosło tyle piasu, że teraz latarnię od kanału dzieli ponad półtora kilometra. Muzum nie zobaczyliśmy, bo już było zamknięte, ale zrobiliśmy kilka zdjęć, m.in.:

Nie dokładnie pamiętam jak dojechaliśmy do hotelu, pamiętam tylko gorącą wannę z bąbelkami. To akurat amerykanie naprawdę dobrze wymyślili.

* Deptaki są wogóle rzadkością w USA, nawet po cmentarzach jeździ się autem.

Share and Enjoy:
  • Digg
  • Facebook
  • Blip
  • Kciuk.pl
  • StumbleUpon
  • Wykop
Share
  1. August 30th, 2011 at 14:50
    Reply | Quote | #1

    Czytając to miałem tyle komentarzy w głowie, ale jak doczytałem do końca to umknęły mi gdzieś… :P
    Aaa, jeden się ostał. Co do samoobsługowych przydrożnych “sklepików”, bo jak inaczej to nazwać? To w Skandynawii jest to bardzo popularne zwłaszcza na wsiach i wygląda to tak, że często przy wejściu do domu stoją skrzynki z pomidorami/jabłkami i innymi plonami, na ścianie przywieszona cena i puszka po landrynkach czekająca na zapłatę ;) Z tą różnicą, że jabłka są już poważone i zapakowane w torby np. po 1kg ;) bardzo fajnie! Aaa i jeszcze zdarza się dodatkowa miska np z luźnymi jabłkami na spróbowanie :D Rewelacja. W Niemczech jak mieszkałem też widziałem to kilka razy, ale dosłownie “kilka”…

  2. August 31st, 2011 at 12:48
    Reply | Quote | #2

    Patrz Pan, wczoraj o tym pisałem, a dziś na fiszkach jest artykuł ze zdjęciami:
    http://en.fishki.net/comment.php?id=95097

  3. August 31st, 2011 at 15:24
    Reply | Quote | #3

    Marcin, to jest genialne! Dzięki za linka, dopisuję “samoobsługowe zakupy w Norwegii” na liste rzeczy do zrobienia przed smiercia :)

  4. August 31st, 2011 at 15:38
    Reply | Quote | #4
  5. September 1st, 2011 at 14:28
    Reply | Quote | #5

    Supeeer :D:D:D

TOP