[USA] Weekend na sporotowo

October 25th, 2011 | Categories: USA | Tags: , , ,

To była dobra sportowa sobota, wariant amerykański.

Zaczęliśmy wczesnym popołudniem od wycieczki do niewielkiego parku znajdującego się jakies czterysta metrów od naszego domu. Upał odstraszył innych chętnych do aktywnego wypoczynku, dzięki czemu nie mieliśmy problemu z zaparkowaniem auta. Park okazał się jednak tak mały, że zrezygnowaliśmy ze spaceru na rzecz drugiego, znacznie popularniejszego, sportu – zakupów. Kupon na $10 do sklepu z elektroniką, który nosiłem w portfelu wygasał za kilka dni, więc udaliśmy się go wydać na jakiś film czy inny drobiazg. W ten sposób weszliśmy w posiadanie kina domowego 5.1 z blurayem i dostępem do intenetu. Do kuponu odrobinę trzeba było dopłacić, ale konsumpcjonizm zobowiązuje.

Zanim zakończyliśmy dzień gapieniem się w telewizor i próbą zjedzenia wszystkiego co było w lodówce (próbie wprawdzie nieudanej, ale podejście zasługuje na wyróżnienie, gdyż efekty były doskonałe) pojechaliśmy na stadion obejrzeć mecz hokeja, który zaraz po baseballu i footballu (amerykańskim) jest ulubionym sportem tubylców. Wbrew moim oczekiwaniom do popularnych sportów nie należy tu koszykówka. W czasie rozmów w różnych kręgach – od pogawędek ze sprzedawcami po spotkania firmowe – słyszałem jak ludzie opowiadali o przeróżnych dyscyplinach*: curlinging (puszczanie czajników po lodzie), lacrosse (noszenie piłki w kiju z siatką), najnudniejszy sport świata – golf i kręgle, jednak nigdy o koszykówce.

Sport na żywo daje sporo satysfacji i to nie tylko dlatego, że można objadać się chipsami gdy ktoś męczy się dla naszej uciechy – co jest przyjemne także w pracy, sklepie i kilku innych miejscach i okolicznościach. Na taką radość, ale też na walor poznawczy wycieczki liczyłem – i nie rozczarowałem się.

Mecz rozgrywany był na lodowisku Texas Stars, a przeciwnikami była drużyna Peoria Rivermen. Zupełnym zbiegiem okoliczności przy calych 400 milionowych Stanach Zjednoczonych goście pochodzili z niewielkiego miasta w Illinois, w którym znajduje się siedziba mojego obecnego klienta. Postanowiłem więc nie kibicować żadnej z drużyn (ze względów bezpieczeństwa udając kibicowanie lokalnemu zespołowi). Obie drużyny prezentowały dość wysoki poziom gry (należą do ligi AHL – przedsionka NHL), ale także gigantyczne pokłady bezsensownej agresji, co zepsuło mi całą przyjemność z oglądania gry. Agresję, na szczęście tylko w formie słownej, słychać było także ze strony kibiców, a największe wybuchy radości powodowały momenty gdy ktoś kogoś wepchnął na bandę lub walił pięścią w twarz. Bijatyk na lodzie było kilka, niektórzy uczestnicy strącali przeciwnikowi hełm i zrzucali rękawice, żeby mocniej trafiać. Zniesmaczyło mnie to bardzo, pobodnie jak buczenie na zawodników przeciwnej drużyny, i tylko szacunek dla potencjalnie lubiących hokej czytelników powstrzymuje mnie przed publicznym użyciem słów, które krążą mi po głowie. Ja już chyba wole ustawki polskich kiboli piłki nożnej – przynajmniej nikt nie udaje, że to ma być sport.

Od zachowania graczy i kibiców znacznie więcej przyjemności sprawiło mi oglądanie otoczki meczu. Organizacja meczu na 5031 kibiców (podali z głośników liczbę) przebiegła idealnie sprawnie – największym indycentem była rozlana cola. A, i jeszcze zabrakło darmowych płuciennych toreb z logo drużyny, ale głównie dlatego, że niektórzy brali pełne naręcza. Dobrze mi się też kojarzyło, że lokalni oglądając sport pałaszują hotdogi z chili oraz wielkie kopce tortilli polane połpłynnym serem (sprzedają go w spreju) oraz posypanych taką ilością jalapeno, że od samego patrzenia jeszcze dziś mnie boli.

Mecz rozpoczął się od wniesienia na lodowisko flagi USA oraz odśpiewaniem hymnu. Zaraz po tym rozpoczął się szoł audio-wizualny – rozwieszone dookoła i na środku sali wyświetlacze błyskały krzykliwymi grafikami (dość mizernej jakości), a głośniki starały się narobić jak najwięcej hałasu, w czym pomagali widzowie podjudzani przez prowadzącego. Dość zabawne, choć prawdopodobnie w sposób inny niż zamierzony, wydało mi się dorabianie tła fragmentami piosenek – tercja rozpoczynała się krzykiem Ozzy Osbourne “All aboard!” z Crazy Train (puszczone pierwsze 7 sekund piosenki), w tłem podreślającym karę po faulach były “Breaking the law” Judas Priest i “Bad Boys” Inner Cirle. Pełne teksty tych utworów wogóle nie pasują do sytuacji, ale krótkie, wyrwane z kontekstu wypowiedzi wystarczą tłumowi (naprawdę nie chciałem wspominać tu dwóch ostatnich premierów RP, zbieżność faktów jest prawie przypadkowa).

W przerwach między tercjami lodowisko odwiedzały różne postaci – od skaczących cheerleaderek z odsłoniętymi brzuchami do grupy wyleczonych z raka kobiet grających w gorące krzesła, co nie jest takie proste na lodzie. Całość imprezy okraszona była dziesiątkami mniej lub bardziej pomysłowych reklam. Nauczyłem się ignorować napisy zachwalające różne “niezbędne” towary i usługi, ale zostałem przechytrzony przez wielkiego, latającego, zdalnie sterowanego hamburgera rozrzucającego kupony na darmowe kanapki. Niestety kuponu nie dostałem, podobnie jak koszulek zrzucanych z dachu na spadochronach. Za to piosenkę o pizzy (z Pizza Hut) miałem niewątpliwą przyjemność wysłuchać w całości.

W przerwach od reklam telebimy prezentowały gry interaktywne jak na przykład konkurs machania włosami, czy kiss cam – konkurs całowania się. W niektórych z zabaw można było wygrać prawdziwe nagrody i tak na przykład Hokejowa Mama Tygodnia wygrała przejażdżkę dla siebie i syna na maszynie wyrównującej lód przed grą – jak się bawić to na całego!

I tylko jedno pytanie mi chodzi po glowie – ale gdzie w tym wszystkim jest sport?

ps. Obijania pięściami twarzy nie nakręciłem – byłem zbyt zdziwiony, żeby zareagować. Mam tylko fragment pokazujący atmosferę po gwizdku zamykającym grę:

* Lista uporządkowana według popularności

Share and Enjoy:
  • Digg
  • Facebook
  • Blip
  • Kciuk.pl
  • StumbleUpon
  • Wykop
Share
  1. October 25th, 2011 at 12:44
    Reply | Quote | #1

    No nieźle! Mało sportu w sporcie ;)
    Ale teksta to walnąłeś długaśnego! Brawo! Super się czyta! Jak zawsze z resztą :)

  2. October 25th, 2011 at 17:01
    Reply | Quote | #2

    Dzieki! Najchetniej to by bym pisal 8h dobe, tylko krwiopijcy chca, zebym pracowal ;)

  3. October 26th, 2011 at 08:31
    Reply | Quote | #3

    Och, Ci bezczelni krwiopijcy! Dali by Ci popisać trochę, a nie… kierat i kierat :P

TOP