[USA] Podróże kształcą c.d.

November 8th, 2011 | Categories: USA | Tags: , , , , ,

We Francji nauczyłem się pić wino, jeść pleśniowe sery i dojrzewającą kiełbasę. Nauczyłem się też, że nocne spacerowanie nad Garoną jest przyjemne, a w dobrym towarzystwie bardzo przyjemne. W Anglii nauczyłem się, że wyrafinowany dowcip i przeczytana książka to nie powód do wstydu; że przestrzegając zasad żyje się wszystkim lepiej i że można być uprzejmym z powodu poniedziałku albo nawet bez jakiegokolwiek powodu. W Texasie jak na razie dowiedziałem się, że 300 kilometrów to “niedaleko”; uśmiechanie się do sąsiada powoduje oduśmiechanie się tegoż; że wiewiórki wyjadają nasiona z karmika dla ptaków i trzeba je ganiać oraz że da się zrobić silnik mający 3.7l i 305 koni mechanicznych, a jeżdżący jakby miał 1.4l i 80KM. Taki właśnie silnik montują w najtańszej wersji Forda Mustanga, którego w sobotę zabrałem na jazdę testową. Auto jest bardzo zwinne i przyjemnie się w nim siedzi, jednak wciśnięcie gazu przy 40MPH powoduje redukcje biegów, większy hałas z silnika i niewiele więcej. Na (nie-)szczęście sprzedający namówił mnie na przejażdżkę Mustangiem GT z 5cio litrowym V8 (435KM). Na placu mieli tylko wersję z manualną skrzynią biegów, po trzykrotnym upewnieniu się czy wiem co to jest sprzęgło dostałem potwora pod ręce i… to jest piękna zabawka. Dźwięk tego silnika to poezja, przyspieszenie na dowolnym biegu przy dowolnej prędkości wciska w siedzenie. Jedyne co mnie może od niego uratować to sprzedawca, który mimo moich uslinych prośb nie chce wysłać mi mailem umowy leasingowej.

Ale nie o autach chciałem dziś pisać, tylko o innej Teksańskiej (z Wielkiej litery, bo Teksas jest naprawdę duży) umiejętności, którą dziś nabyłem – obsłudze pistoletu. Wg róźnych źródeł w USA z bronią oswaja się dzieci od czwartego roku życia. Jak się weszło między wrony trzeba strzelać tak jak one. W sobotę (tą samą, to był aktywny dzień) pojechałem na strzelnicę, żeby się troche podedukować. Podszedłem do sprzedawcy i mówię jak sprawa wygląda – nigdy nie strzelałem i chciałbym się nauczyć. Popatrzył na mnie i spytał – “chcesz wynająć pistolet i spróbować, tak?”. To nie był żart, facet za $10 dolarów był gotowy dać mi do ręki pistolet, za następne $20 pudełko amunicji i wpuścić mnie, żebym sobie postrzelał. Zrezygnowałem i kupiłem dwugodzinny kurs na dzisiaj.

Zanim pojawił się trener pokręciłem się po sklepie przy strzelnicy. Przypominał mi trochę sklep z komórkami, tylko zamiast pokrowców do iPhone sprzedają zapasowe magazynki. Na ścianach wiszą rzędem karabiny, w ladach pistolety, noże i czekoladki. Na półkach na środku leży używana broń, w tym jeden M16 za $790. W koszykach na ladzie leżą celowniki laserowe, w dalszym kącie sklepu lunety oraz pokrowce. Między półkami biegają sobie dzieci (na oko w wieku 5-8 lat), kilku nastolatków testuje celowniki, sprzedawcy kręcą się i zaczepiają jak w sklepie z butami “czy w czymś mogę pomóć?”.

Pierwszym pytaniem, które zadał mi trener, było: po co chcesz umieć strzelać. Niestety nie wyczułem motywu i odpowiedziałem zgodnie z prawdą – sportowo. On popatrzył, powiedział, że strzelanie sportowe to rzeczywiście przyjemność, ale tak naprawdę broń służy do obrony “w sytuacjach, które miejmy nadzieję nie wystąpią”. Po czym przedstawił mi swój Teksański światopogląd – “Prędzej zginę, niż oddam komuś mój porftel”. Po namyśle stwierdził, że jeśli mam ochotę, to pokaże mi oba style strzelania – obronny oraz precyzyjny.

Część wykładową dzisiejszego spotkania spędziliśmy rozmawiając o prawidłowym trzymaniu broni, celowaniu, balansie ciałem itp technicznych sprawach. Potem porozmawialiśmy o rodzajach aminunicji. Według instruktora na ćwiczeniach będę strzelał nabojami full metal jacket (prawidłowego terminu polskiego nie znalazłem) – ołowianymi w metalowej osłonie, natomiast do prywatnego pistoletu polecił mi amunicję hollow point (jedyna polska nazwa jaką znalałem, to dum-dum), czyli taką, która po wejściu w ciało rozbija się na kawałki powodując znacznie więcej obrażeń niż typowa amunicja. Według niego wielką zaletą tego typu pocisków jest to, że nie przelatują przez ciało ofiary, co ma wielkie znaczenie, gdyż normalne pociski często przelatują przez ciało i wychodzą drugą stroną. W USA strzelający jest w pełni odpowiedzialny za każdy wystrzelony pocisk i nawet jeśli strzelę w bandziora, a kula wyjdzie mu plecami, a następnie kogoś trafi, to ten ktoś może mnie sądzić o odszkodowanie. Hollow pointy nie mają tego problemu – zmasakrują ofiarę, ale dalej nie polecą. M.in. z tego powodu tylko takimi strzela ochrona w samolotach. Sprawdziłem, że tego typu amunicja jest zabroniona w większości krajów europejskich. Co więcej konwencja haska zabrania użycia jej w działaniach wojennych, jako niehumanitarną. W USA jedynym ograniczeniem jest jej cena – $1.5/sztukę przy cenie Full Metal Jacket około $0.3.

Ważną częścią szkolenia było bezpieczeństwo posługiwania się bronią. Mój instruktor stwierdził, że jak paragrafów będzie za dużo, to i tak zapomne, więc ograniczy się do dwóch – 1) nigdy nie kieruj wylotu lufy w stronę czegoś, czego nie jesteś gotowy roztrzaskać; 2) nie kładz palca na spuście aż nie będziesz gotowy strzelić. Dziękuję, edukacja zakończona.

Wiedząc trochę o polskich realiach (tj wymaganym sejfie itp) spytałem o przepisy regulujące posiadanie broni w domu. Tu sprawa jest prosta – bez zezwolenia naładowany pistolet mogę posiadać i trzymać gdziekolwiek (np na stoliku przed telewizorem) oraz użyć gdy tylko do domu wejdzie ktoś, kogo nie zaprosiłem. Mogę go zastrzelić i nikt nie będzie zadawał pytań. Tak samo nikt nie będzie sprawdzał gdzie moja broń leży – mogę ją położyć gdziekolwiek w domu. W przypadku włamania i kradzieży mam obowiązek zadzwonić na policję i podać numer utraconego pistoletu. To wszystko.
Od 2007r w Teksasie prawo do obrony obejmuje nie tylko dom, ale także “mienie”, czego konsekwencją jest to, że mogę wozić naładowaną broń w aucie i użyć jej gdy poczuję, że moje mienie jest zagrożone, pod warunkiem, że 1) broń jest legalnie kupiona; 2) nie jest widoczna z zewnątrz; 3) ja prowadzę auto. Ostatnią zasadą, którą mi przedstawił było, żeby nie mówić policjantowi, który mnie zatrzymuje na drodze, że mam broń do momentu aż o to nie spyta. Rzeczywiście dialog by mógł niefortunnie wyglądać:
– zatrzymałem pana za przekroczenie prędkości, proszę o prawo jazdy
– mam załadowany pistolet…
Zamiast tego należy zaczekać na pytanie policjata o broń, po którym trzeba udzielić pełnej informacji, łącznie z miejscem gdzie w samochodzie znajduje się pistolet. Policjant powinien zakończyć dialog mówiąc “to zostawmy go w tam gdzie jest” i przystąpić do sprawdzania dokumentów.

Zanim dostałem broń do ręki musiałem podpisać kartkę, że nie jestem zbiegłym więźniem, nie byłem skazany za przemoc w rodzinie oraz kilka innych przestępstw. Na tym zakończyła się moja weryfikacja (nawet się pośmialiśmy, że wjeżdżając do USA musiałem wypełnić formularz, że nie jestem terrorystą), po czym dostałem do ręki Glocka 19 i 50 sztuk amunicji. Instruktarz jak go ładować trwał może trzy minuty, po czym weszliśmy na strzelnicę, dostałem broń do ręki i zacząłem strzelać. Nie chwaląc się doskonale mi poszło, nawet “strzelanie instynktowne” – według trenera najważniejsze – strzelanie z broni uniesionej do połowy bez celowania muszką i szczerbinką, tylko “w stonę bandziora”. W każdej z trzech kategorii strzałów (samoobrona z celowaniem, celowanie precyzyjne z dużej odległości, strzelanie instynktowne) pierwszy strzał trafiał w sam środek tarczy. W końcu znalazłem coś, w czym jestem dobry! Wystrzelałem łącznie 150 pocisków, oto zdjęcie jeden z tarczy, w których środek zastąpiła wielka dziura:

Instuktor stwierdził, że gdyby nie nasza początkowa rozmowa, to by nigdy nie powiedział, że to moje pierwsze strzelanie. Jeden strzał “z brzucha” poza numerowane pole (widoczny na zjęciu) skwitował – ważne, że kula weszła w sylwetkę oprawcy, to obronie to wystarczy. Portfela by nie dostał.

Share and Enjoy:
  • Digg
  • Facebook
  • Blip
  • Kciuk.pl
  • StumbleUpon
  • Wykop
Share
  1. November 8th, 2011 at 18:31
    Reply | Quote | #1

    Brawo. Gratuluje! Musisz mnie tego nauczyc. Postrzelamy ze srutowki (smieszne slowo jak sie nie ma polskich znakow) jak wrocisz :-)

  2. November 8th, 2011 at 22:34
    Reply | Quote | #2

    Bardzo chetnie. Albo wpadnij tutaj i postrzelamy z 9mm ;)

  3. November 9th, 2011 at 09:26
    Reply | Quote | #3

    Gratulacje celu, znaczy celności! :D

  4. November 9th, 2011 at 13:09
    Reply | Quote | #4

    to jest niezle,
    – jest pan terrorysta?
    – nie
    – to ok, masz tu karabin i idz postrzelac :D

  5. Artur
    November 11th, 2011 at 11:13
    Reply | Quote | #5

    FMJ = amunicja pełnopłaszczowa

    Z jakiej odległości strzelałeś? Na moje oko, przy pierwszym strzelaniu, takim skupieniu i tej broni nie było to więcej niż 10 do 15 metrów, polecam spróbować z 50, wówczas dużo lepiej widać każde drgnienie ręki i każdy zerwany strzał, technika ma większe znaczenie.

    Może Cię to zdziwi, ale na polskich strzelnicach również można strzelać z broni ostrej bez żadnego zezwolenia: od 9mm do kałasznikowów i strzelb gładkolufowych. Tylko ceny amunicji wysokie (9mm 2 zł/szt.)

  6. bleble83
    November 11th, 2011 at 15:45
    Reply | Quote | #6

    kiedys tez z kolega poszlismy z ciekawosci do sklepu z bronia w indianie i zwariowalem. mozna bylo kupic wszystko – od rozzowych strzelb dla dziewczyn po jakies wypasione maszynowe karabiny. te ostanie sa niby pol automatyczne ale latwo je doblokowac. dziwne jest ze piwo mozesz pic jak masz 21 lat a pistolet mozesz kupic jak masz 18 i to tylko na prawo jazdy. po pobycie w tym sklepie zachcialo nam sie sprobowac jak sie strzela. wynajelismy urzywany pistolet za jakies tam 15$ i kupilismy naboje. sprzedawca dal nam bron i pokazal ze na zapleczu jest strzelnica. my troche przestraszeni ze pierwszy raz trzymamy bron wreku zapytalismy jak wogole sie jej uzywa. on popatrzyl na nas w wymowny sposob. i cale szkolenie trwalo 30sek i zaczelismy nasza przygode z bronia. pierwsze wrazenie – nie jest to takie latwe zeby trafic cel. niestety jakis miesiac pozniej ktos inny przyszedl sobie postrzelac ale niestety nie do celu tylko strzelil sobie w glowe i od tego czasu byle kto nie moze wynajac sobie broni zeby postrzelac.

  7. November 11th, 2011 at 16:52
    Reply | Quote | #7

    @bleble83 – wpadnij do Austin, tu mozna strzelac ile sie chce :)

  8. November 13th, 2011 at 17:20
    Reply | Quote | #8

    Ciekawy blog!
    Dużo interesujących rzeczy można się dowiedzieć czytając Twoich porównań z Wielka Brytanią, a także scenek rodzajowych z Wschodniego Wybrzeża i Południa.

    Zwłaszcza że my odbyliśmy podobną podróż w drugą strone – Zachodnie Wybrzeże Kanady i USA (Vancouver, Seattle) a teraz Cambridge, UK i wiele naszych wrażeń jest na opak – w sensie że to w US wszystko działa, jest czysto, porządek i prosto, a w UK jest bałagan, niekompetencja i krzywe drogi;) No i sery są lepsze w Stanach niż w UK (pomiając te polskie:))
    Ale pewnie to wynika stąd że aklimatyzacja i odnajdywanie się w miejscu trwa, i na początku wszystko jest bez sensu. Poza tym mieszkaliśmy w dosyć “cieplarnianych” warunkach, bo i Vancouver i Bellevue to są wysoko w rankingu najlepszych miejsc do życia. A po trzecie Wielka Brytania robi wrażenie bycia w połowie drogi między Europą a Nowym Światem, zarówno w tym co dobre (uprzejmość, która w US jest aż sztuczna) i tym co złe (XIX wieczny system bankowy). Więc nam przeprowadzka do UK wydawała się powrotem do Polski, a podróżując z UK przez “Masauciech” do Teksasu świat dziwaczeje coraz bardziej.

    Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo radosnych przygód.
    Marcin

  9. November 13th, 2011 at 19:11
    Reply | Quote | #9

    @Marcin – dzieki! Bardzo interesujace jest jak bardzo rozne mamy odczucia o US i UK. A w szczegolnosci Cambridge, ktore odwiedzalem kilkakrotnie i ktre uwielbiam :) Pewnie to kwestia przyzwyczajen i ludzi, ktorych spotykalismy. Chetnie porownam doswiadczenia za kolejne pol roku.

    Wielkiej Brytanii bym nie umiescil miedzy Europa a USA, raczej Europe miedzy UK a USA, gdzie UK prowadzi poziomem cywilizacji (mentalnosc, technologie, dojrzalosc i tradycje). I coraz bardziej mnie interesuje gdzie w tej kolejce miesci sie Azja. Slyszalem bardzo duzo dobrego o Korei Poludniowej, chce tam jak najszybciej (za 2-3 lata?) pojechac i sprawdzic ile w tym prawdy.

  10. November 13th, 2011 at 20:13

    Polecam odwiedzenie Pacific Northwest tudzież Silicon Valley, bo będąc tam czułem się zdecydowanie w centrum technologicznego wszechświata. Texas to miejsce gdzie żyją smoki, a Nowa Anglia to w zasadzie w Europie lezy:)

    No i my jesteśmy wielkimi fanami gór, więc jak się z okna widzi czterotysięczny lodowiec to raźniej. A Cambridge jest przyjemne – zdecydowanie bardziej niż Londyn, który dla mnie jest koszmarnie zatłoczony i trochę jest urbanistyczną katastrofą (ale fakt, lepszy od L.A.)
    Polecamy gorąco do zobaczenia Vancouver,BC – dobre miejsce by zobaczyć trochę Azjii nie opuszczając przy tym Ameryki.

  11. November 14th, 2011 at 06:47

    Silicon Valley mieni mi sie jako mekka, czekam troche na okazje, zeby pojechac tam sluzbowo. Jak sie nie uda, to prywatnie obowiazkowo sie tam pojawie.

    Jak lubicie gory, to w UK czeka Was sporo podrozy na polnoc – Szkocja. W Anglii jednym z miejsc, ktore moge polecic tylko ze zdjec, bo nie udalo mi sie tam jeszcze dojechac, jest Lake District. Gory wprawdzie nie sa zbyt wysokie, ale wystarczy, zeby pochodzic, a widoki na pewno nie rozczaruja.

    Tesknie do Londynskich tlumow. Jak je pierwszy raz widzialem, to mialem podobne odczucia, z czasem nauczylem sie kochac to najbardziej niesamowite miasto swiata. Musialem tylko troche nauczyc sie podazac z jego rytmem i sposobami – nie wjezdzac autem, uzywac sieci do planowania i korzystac z tego, co podstawia pod nos na kazdym kroku.

    Kanade wrzucilem juz na liste, dzieki!

TOP