[USA] Z Texasu do Michigan

Ubiegły tydzień spędziliśmy w drodze. Przejechaliśmy lub zahaczyliśmy o: Texas, Arkansas, Oklahomę, Missouri, Illinois, Indianę oraz Michigan. Widzieliśmy tak dużo, że dopiero po zdjęciach będziemy mogli odtworzyć wspomnienia, to był kolejny tydzień który wydaje się zupełnie nierzeczywisty.

Początkiem porządkowania pamięci zewnętrznej jest mapa:

Zobacz powiększenie.

Dzienne odcinki:
Austin, TX – Texarkana, AR
Texarkana, AR – Hot Springs, AR
Hot Springs, AR – Branson, MO
Branson, MO – St Louis, MO
St Louis, MO – Chicago, IL
Chicago, IL – Merryville, IN
Merryville, IN – Ann Arbor, MI

Każdego dnia widzieliśmy coś ważnego, ciekawego albo zaskakującego. Na przykład ostatniego dnia, zupełnie przypadkiem, odkryliśmy, że spaliśmy blisko domu, w którym wychowywał się młody Michael Jackson. Odwiedziliśmy jego dom, mimo, że miejscowość Gary, IN, w której się on znajduje, zaliczana jest do najbardziej niebezpiecznych miejsc w Stanach Zjednoczonych. W dzień nikt do nas nie strzelał, więc wycieczkę zaliczamy do udanych. Tego samego dnia odwiedziliśmy Świątynię Drogi Krzyżowej rekamującej (!) się w jako interaktywne (!) przeżycie duchowe. Wbrew naszym obawom interaktywność organiczała się do możliwości wciśnięcia guzików, które odtwarzały nagranie mówiące o danej stacji. Całość zrobiona była ze zdumiewającym smakiem, mimo gigantycznego sklepu z pamiątkami (1500m2 błyszczących dewocjonaliów robi wrażenie!) zostawiła nam pozytywne wrażenie. Potem szybka wizyta nad jeziorem Michigan, irlandzki obiad, 350km i koniec ostatniego dnia wycieczki. Wcześniejsze dni opiszę później patrząc na zdjęcia.

Share

[USA] Podróż na północ

Od tygodnia jestem w drodze. Widziałem piękne rzeczy i przerażające rzeczy, a nawet pogoniło mnie tornado. Na wszystko mam dokumentację, którą zaprezentuję jak osiądę na dłużej niż jeden dzień w tym samym miejscu (poniedziałek wydaje się prawdopodobny).

Dziś dojechaliśmy do Chicago. Jazda po tutejszych drogach przypomina bieganie z zamniętymi oczami po lesie (tylko tu bardziej trąbią… i trąbią i trąbią i trąbią…). Na razie w planach mamy żurek i schabowego w Jackowie, reszty nie zaplanowaliśmy, bo nie wiem co zrobic z autem. Przy tutejszej cenie parkingów może się opłacać sprzedać auto rano i kupić nowe wieczorem… Może troche przesadzam, ale $35-$52 za parking wydaje mi się ceną tak abstrakcyjną, że jej nawet nie rozważam. Jedyny trop na rozsądniejszy parking podał nam facet w hotelu – porozmawiać z parkingowym w hotelu i “mrug, mrug okiem” pozwoli zostawić auto trochę dłużej. Jeśli rozumiem poprawnie zostałem poproszony o wręczenie łapówki.

Share

[USA] Niewolnictwo

W czasie ostatniej pogawędki z P. zapytałem czy robi sobie trochę przerwy jak będzie przechodził z jednej pracy do drugiej. “Nie, mam kredyt na dom do spłacania” zażartował. Wczoraj spotkaliśmy Rumuna z Izraela (losy ludzi bywają naprawde zaskakujące), który opowiadał jak bardzo się stara, żeby móc zacząć pracować nad swoim biznesem. Pomysł ma, środki ma, chęci też, niestety w USA przebywa na wizie H-1B, popularnie zwanej wizą niewolniczą. Taką samą jak moja.

Południowe stany cieszą się złą sławą za trwające do wojny secesyjnej niewolnictwo. Przed 1861 rokiem biały człowiek mógł posiadać i wykorzystywać czarnoskórych ludzi w taki sam sposób jak wykorzystuje się konie albo woły. Tej historii nas uczono w szkołach. Historii z pięknym zakończeniem – w 1862 roku Abraham Lincoln przeforsował Proklamację Emancypacji, a w 1865 roku konstytucja wzbogaciła się o trzynastą poprawkę znoszącą niewolnictwo i przymusowe prace. Emancypacja brzmi pięknie – jak historia miłości rodem z Hollywood – i tyle samo ma wspólnego z rzeczywistością!

Od 1865 roku konstytucja zabraniała niewolnictwa, jednak… nie wprowadzała kar za praktykowanie tego procederu. W południowych stanach przyniosło to skutek dokładnie odwrotny od zamierzonego – zjawisko zaczęło się nasilać. Niektórzy plantatorzy kontynuowali preceder bez zmian, inni poszli z duchem czasu i zaczęli płacić niewielkie stawki za pracę. Przynajmniej w teorii, gdyż w tym samym czasie pobierali opłatę za “opiekę” – dom i jedzenie, przeważnie przekraczającą zarobki. Głównym powodem dla którego “wolni” niewolnicy “dobrowolnie” zostawali było to, że nie mieli gdzie uciec – na wszystkich plantacjach panowały takie same warunki, a w miastach czarni nie mieli prawie żadnych praw (jak pisałem wcześniej aż do 1960 r czarnoskórym nie wolno było nic, nawet korzystać z tych samych sklepów, toalet czy kranów, co białym). Tych, którzy jednak gotowi byli próbować szczęścia w świecie, zatrzymywano siłą, do zakatowania na śmierć na oczach innych włącznie (zupełnym zbiegiem okoliczności zabicie czarnoskórego człowieka nie było karane). Uzasadnienie było proste – taki człowiek uciekał przed długiem, więc kradł – należało mu się!

W miarę rozwoju przemysłu zapotrzebowanie na siłę roboczą rosło, a ilość niewolników się nie zwiększała tak szybko jak by tego “biznesmeni” oczekiwali. Władze południowych stanów wymyśliły więc rozwiązanie – zaczęły wynajmować do pracy więźniów. Wiadomo – więźnia trzeba nakarmic, ogrzać, pilnować – to kosztuje. Zamiast tego lepiej go wypożyczyć do pracy przy budowie torów kolejowych i w kopalniach za niewielką opłatą dla budżetu. Pomysł trafił na podatny grunt i szybko okazało się, że więźniów też zaczęło brakować. Amerykanie to ludzie sprytni – wymyślili rozwiązanie i tego problemu – wystarczyło roszerzyć paletę przestępstw. W ten sposób bezdomność, plucie, bumelanctwo czy jechanie pociągiem towarowym (za to ostatnie “przestępstwo” w 1923 Martin Tabert z Północnej Dakoty został aresztowany i sprzedany do tartaku, gdzie zmarł na skutek pobicia przez nadzorców), a w skrajnych przypadkach spacerowanie przy torach i siedzenie na ławce, stały się wykroczeniami karanymi więzieniem. Lokalny sędzia miał sporą elastyczność i korzystając z wielowarstowości amerykańskiego prawa (federalne, stanowe, gminne, miejskie) tworzył przepisy na zawołanie (“znajdzie mi człowieka, a znajde na niego paragraf” Berii wydaje sie takie niewinne – Beria potrzebował mieć przepis zanim z niego skorzystał).
Większość skazanych więzienia nigdy nie widziała, bo od razu byli transportowani do pracy, czasami nawet bez wyroku sędziego, który papierkologię uzupełniał post factum na zlecenie “przedsiębiorcy”.
To rozwiązanie miało tą dotakową zaletę, że niwelowało ograniczenia rasowe – do niewolniczej pracy trafiali ludzie wszystkich kolorów (przy czym czarni szybko stali się większością więźniów – gdy wymyślono ten proceder w Louisianie czarni stanowili 30% skazany, a juz pod koniec lat osiemdziesiątych XIX wieku juz ponad 80%!). Wielu ze skazanych nie dożywała końca wyroku – w kopalniach ludzie wytrzymywali kilka do kilkunastu miesięcy. Proceder ten został oficjalnie zakończony w 1928, gdy Alabama jako ostatni stan zakazała sprzedawania pracy więźniów. W 1928! Dla porównania Polska rozkwitała już wtedy ponownie na mapie Europy, a Tuwim zdążył napisać co ostrzejsze wiersze.

Niewolnictwo nie zawsze wiązało się z wykorzystywaniem pracy, czasami wystarczył zabór wszelkiego mienia oraz pełne ubezwłasnowolnienie. Taki los spotkał indian. Muzeum Texasu w Austin poświęca niewielką część wystawy losom rodowitych amerykanów. Niewielką, acz dość szczerą i mocną – po kilku minutach czytania historii doszliśmy do wniosku, że czystki w europie w wykonianiu Hitlera nie odbiegały od tego, co tutaj robiono z Indianami. Eksterminacja miała podobną skalę. Getta i obozy nazywano tutaj “rezerwatami”, o tyle gorszymi, że światu zostały zaprezentowane jako oazy wolności i kultury lokalnej. Naziści głodzili ludzi bezpośrednio, Amerykanie stosowali subtelniejsze sposoby – rezerwaty tworzono na najmniej urodzajnych ziemiach (nie tam gdzie żyli wcześniej) i odcinano dopływ zwierzyny. Gdy to niewystarczało, wymyślano dodatkowe tortury – na przykład w rezerwacie indian Navajo biali zabili, na oczach właścicieli, praktycznie wszystkie zwierzęta hodowlane, a ich mięso, po polaniu benzyną, spalili na stosach. Działo się to na tyle niedawno, że istnieją telewizyjne nagrania świadków tego barbarzyństwa.

W świetle tamtych strasznych czasów druga połowa XXgo wieku i nasz współczesny XXIw wydają się być bardzo delikatne. Kredyt na dom spłaca się trzydzieści lat. Odpowiednio opłacani prawnicy są w stanie wypełnić wystarczającą ilość papieru, żeby przenieść moją wizę do innego pracodawcy, jeśli spełnia on jeden z tysiąca wymogów (w szczególności nie mogę być właścicielem firmy, która mnie zatrudnia – zapomnij o pracy dla siebie. Amerykański sen od pucybuta do milionera nie jest dla mnie dostępny). Moja żona może przebywać w USA legalnie i robić co ma ochotę, po warunkiem, że nie ma ochoty pracować, kupić czegoś na kredyt czy głosować. Za to siedzieć w domu może tyle ile chce! A najgorsze jest to, że Europa robi dokładnie takie same obostrzenia dla ludzi, których jedyną winą było to, że urodzili się poza Unią Europejską.

ps. Za przykry ton tego wpisu odpowiedzialne są: muzeum Texasu, filmy dokumentalne oraz ostatnie przejścia z korporacją.

Share

[Szorty] Osłabiony

Przed chwilą w radiu słyszałem audycje o odszkodowaniach. Dzwonił facet, który złamał zęba na kawału kamienia w gofrze i teraz zastanawia się ile pieniędzy może wycisnąć od restauracji. Prowadzący z zapałem wyjaśniał co ofiarze zamachu gofrowego przysługuje:
– zwrot kosztów za zabiegi dentystyczne (ok, to rozumiem)
– zwrot kosztów za inne przyszłe zabiegi dentystyczne (to już trochę dziwne)
– zwrot utraconych korzyści (np. jeśli nie mógł pracować, powiedzmy…)
– odszkodowanie za cierpienie (ja często cierpię jedząc amerykańską paszę – czy to już wystarczające cierpienie?)
A na koniec coś, co osłabiło* mnie tak, że muszę jak najszybciej zamknąć komputer i iść spać. Prezenter podkreślał, że to standardowe odszkodowanie:
– odszkodowanie dla małżonki za ograniczenie ilość kontaktów seksualnych w wyniku obrażeń partnera.

Po wysłuchaniu audycji postanowiłem, że jest jedna rzecz, którą muszę pilnie zrobić – rozregulować radio.

* istnieje prawdopodobieństwo, że tak mnie osłabił basen, ale lepiej zrzucić winę na kogoś innego.

Share

[USA] Nowe spojrzenie na Teksas

Od dziś wracam do akutalizacji bloga. Podczas ciszy nie próżnowałem i zebrałem sporo nowych wiadomości, teraz pozostaje największe wyzwanie – przekuć myśli w słowa. Trzymajcie kciuki!

Ostatnio odkryłem, że potrzebowałem kilka miesięcy żeby nauczyć się zwiedzać Texas (który coraz bardziej lubię!). Pierwsze wrażenie jakie tu miałem, to, że prawdą jest, że wszystko jest większe w Teksasie. Drugie, że tu nic nie ma – absolutne zakuprze, gdzie wiatr zawraca, a psy szczekają tylną częścią ciała. Dopiero za trzecim spojrzeniem, po zrozumieniu, że tu trzeba doceniać drobiazgi, zacząłem od nowa odkrywać ciekawostki. Pisanie o nich jest trudniejsze niż o sprawach i miejscach szokujących, będę próbował – będę pisał ciekawie albo padnę próbując!

Zastanawiam się czy już o tym nie pisałem, ale kilka kilometrów na południe od naszego domu jest miejsce gdzie kręcono Teksańską Masakrę Piłą Mechaniczną – jeden z najlepszych filmów XX wieku. Wtedy, w 1974r było tam pustkowie, teraz w tym miejscu jest centrum biznesowe przy skrzyżowaniu autostrad, a samo miasto ciągnie się 15 kilomertów dalej na północ. Oryginalny dom, w którym kręcono Masakrę, został przeniesiony niedaleko (1.5 godziny drogi na zachód) do Kingsland i mieści się w nim restauracja. Odnaleźliśmy go zupełnie przypadkiem, ale o tym będzie później (dziś zmarnowałem cały przydzielony czas na próby przypomnienia sobie jak się pisze).

Zdaję sobie sprawę, że zbiór osób, które interesują informacje o starym domu z filmową historią jest raczej nieduży, dlatego miłośników mocniejszy wrażeń zapraszam do obejrzenia filmu, jak sępy jedzą sarnę zabitą na drodze, który nakręciłem w ostatnią sobotę tutaj:

ps. A to jeden główi sprawcy ciszy na blogu:
* Sklep z biżuterią goldcastu dostał nową karoserię i nowy silnik. Zapraszam do zostawiania tam dużej ilości gotówki. Cały dochód jest przeznaczony na wspieranie firmy rodzinnej.
* Podwodne słuchawki Swimp3 – wydałem nierosądną ilość pieniędzy na słuchawki podwone, więc muszę często chodzić na basen, żeby się zamortyzowały. Przy okazji polecam – dzwięk przekazują nie przez uszy, tylko przez kości – jak w kabinie myśliwców wojskowych. Pływanie jest zdecydowanie mniej nudne jak można słuchać dyskusji w radiu.
* Wbrew logice i architekturze kupiliśmy sobie stół bilardowy!

Share