[USA] Jackowo

April 2nd, 2012 | Categories: USA | Tags: , , , , ,

Pierwszego dnia samodzielnego pobytu za granicą poszedłem do księgarni w Northampton, żeby kupić plan miasta. W głowie miałem przechowalnie toreb w Geancie i ochroniarzy zszywających reklamówki przed wejściem do łódzkiego Carrefoura, więc zastanawiałem się co zrobić z plecakiem, laptopem i walizką, którymi byłem obładowany. Zagubiony poszedłem do kasjerki i… zupełnie nie mogliśmy się zrozumieć. A właściwie ona nie mogła zrozumieć na czym polega mój problem z wnoszeniem toreb do sklepu. Wtedy nie wiedziałem, że można nie być podejrzewanym o niecne zamiary.

Od tamtego wydarzenia minęło prawie siedem lat i zdążyłem o nim zapomnieć. Wspomnienia wróciły podczas wizyty w Jackowie w Chicago, gdzie w sklepie spożywczym powitała mnie kartka:

Tak, wpis nie będzie marudny… Ale od początku:

Planując wizytę w Chicago spotkanie sławnej polonii z Jackowa (dzielnicy Chicago przy kościele św. Jacka) było dla nas kluczowym elementem wycieczki. Plan był prosty: żurek i schabowy, polskie muzeum i zwiedzanie dzielnicy.
Strona internetowa muzeum poleca restaruracje Podhalanka, opinie w internecie były zachęcające, a ceny przyjazne – poniżej $10 za obiad, więc postanowiliśmy właśnie ją odwiedzić:

Właściciel, krakowiak (od trzydziestu lat w usa), witając polsko-angielskim (przywodzącym na myśl wizyte Kargula i Pawlaka – “wy tu przyjechalyszcie na biznesz czy pleżer?”) usadził nas przy stole wyłożonym lekko pożółkłą ceratą. Lokal wyglądał jak tradycyjny bar mleczny dodatkowo przyozdobiony obrazami matki boskiej częstochowskiej, kilkoma obrazami papieża, lampkami choinkowymi i puszkami coca-coli. Gospodarz zaproponował, żebyśmy poza żurkiem spróbowali kilku ich specjałów. Dlaczego nie, pomyśleliśmy – dużo restauracji oferuje menu złożone z kilku próbek. Uradowany krakowiak zaczął przynosić jedzenie – siedem pełnych porcji, każda z nich wystarczająca za pełen obiad… Od tego momentu przestał też do nas podchodzić i zagadywać – złapał frajerów, to już więcej nie musiał. Przyszedł dopiero z rachunkiem na $51 i… prośbą, żeby napiwek mu dać gotówką, żeby nie musiał od niego opłat wnosić! Odmówiliśmy i z ciężkim sercem (a teraz myśle, że i niepotrzebnie) zostawiliśmy zwyczajowe 15%. To chyba jednak było za mało, na wyciągu z banku zobaczyłem, że krakowiak dopisał sobie trochę dodatkowo. Polak Polakowi Polakiem…

Z lekkim niesmakiem udaliśmy się do Polskiego Muzeum. Wejście do niego wymagało sporo wytrwałości – jedyna inforamcja na froncie to kartka na drzwiach biblioteki (widoczna poniżej). Potem już tylko wystarczyło wejść po nieoznaczonych schodach, zadzwonić domofonem znajduącym się przy ciężkich metalowych drzwiach i już po chwili można było wnieść opłatę za wejście. Przed główną salą muzeum, przy stoliku prezydialnym wyłożonym materiałem, siedziały trzy osoby. Wąsacz w środku rozmawiał przez telefon, pozostali patrzyli w dal. Wyglądali troche jak moja komisja poborowa albo sędziowie turnieju brydżowego, brakowało tylko popielniczki. Obok nich stał jeszcze ochroniarz, który nie pozwolił nam oglądać zbiorów do momentu aż zdejmę plecak. Na pytanie co mogę z nim zrobić zapoponowali, żebym rzucił go w pod zakurzony kaloryfer przy wejściu.

Poniżej kilka zdjęć z muzeum:

Więcej zdjęć nie mam, bo… w pozostałych (ciekawszych) salach był zakaz fotografowania.

Polskie Muzeum w Chicago posiada bardzo zróżnicowaną kolekcję w skład której wchodzą skarby kultury przywiezione przez Polskę na wystawę w Nowym Jorku w 1939 (nigdy nie wróciły do ojczyzny), trochę średnio zachowanych strojów ludowych, sporej wystawy pamiątek po papieżu (firgurki, obrazy, dywaniki z podobizną itp), sporej ilości obrazów (wg. Eweliny całkiem dobrych) w tym prace Zofii Styjeńskiej. Dolne piętro wypełniała interesująca kolekcja pamiątek po Igancym Paderewskim. Pilnująca nas bardzo miła i ochoczo przedstawiająca zbiory Pani (większość pomieszczeń można zwiedzać tylko z opiekunem) opowiadała, że muzeum boryka się z problemami finansowymi. I szczerze mówiąc nic dziwnego – ciężko tam wejść, atmosfera jest depresyjna, a w sklepiku nie ma ani jednej pamiątki z tego miejsca (nawet pocztkówki, magnesu, kubka, broszurki itp. – nie było na co wydać pieniędzy). Podsumowując – bardzo interesujące miejsce w fatalnej oprawie. Szkoda, bo warto pokazać to światu to co tam mają.

Przewodniki turystyczne mówiąc o “polskiej dzielnicy” wspominały, że ostatnio zmieniła się ona w dzielnice polsko-meksykańską. Moim zdaniem okolica jest już głównie meksykańska, ale… to chyba dobrze dla Chicago. Do czasu wizyty w w polskim sklepie nie spotkałem się jeszcze z otwartym rasizmem. A tu proszę, przy pierwszej próbie kontaktu dowiedziałem się, że polska dzielnica maleje, bo “wpuścili ‘meksyków’ i ci wszystko zabierają”. Więcej się nie dowiedziałem, bo starsza Pani odwiedzająca ten sam sklep uznała, że moja rozmowa ze sprzedającym jest nieistotna i wchodząc mi w słowo przejęła całą uwagę sklepikarza (co mu nie przeszkadzało, zainkasował już podwójną cenę ($1) za pocztówkę). Ewelina też za dużo od polonii się nie dowiedziała, bo jej rozmowę przerwał wpadający do sklepu tubylec wykrzykując “Panie Andrzeju, Pan coś zrobi bo ten czarny tu znowu…” czy coś podobnego.
Główną atrakcją był tam dla mnie sklep spożywczy z mięsem na hakach (zdjęcia poniżej) i zadziwiającą ofertą polskich towarów (mieli na przykład mleko “Łaciate”!). Kupiliśmy trochę nałęczowianki i czekoladowego zająca (rozważałem “zwyczajną” za $0.99/lb – 8pln/kg!, ale zrezygnowałem) i z ulgą opuściliśmy krajan, którzy tkwią głęboko w latach osiemdziesiątych i nie mogą pozbyć się najgorszych stereotypowych zachować (chociaż przyznaję, że czerwone nosy podpitych panów w kufajkach wyglądały nawet trochę zabawnie w zestawieniu z meksykanami w kreszowych dresach).

Jakby się ktoś pytał, to jestem za tym, żeby emigrantom zabrać prawo głosowania i zostawić ich (nas) w spokoju. Kojarzenie z Polską poloni tkwiącej w dawno minionej historii to niepotrzebne szarganie orzełka.

ps. Powyższy opis nie oddaje rzeczywistości Chicago, jedynie drobny, acz rozczarowujący, jej wycinek.

Share and Enjoy:
  • Digg
  • Facebook
  • Blip
  • Kciuk.pl
  • StumbleUpon
  • Wykop
Share
  1. szarka
    April 2nd, 2012 at 09:00
    Reply | Quote | #1

    Chyba dlatego zawsze sie wstydze że “jestem z Polski”- jak to spiewał kazik. :) Bardzo ciekawy wpis, jednakowoż zniechęcający.. :)

  2. April 2nd, 2012 at 14:15
    Reply | Quote | #2

    No nieźle! Znam też Polonię nie z Chicago i są na prawdę współcześni ;) Ale być może “polska enklawa w Chicago” została tam (w czasie i miejscu) i jest im tak dobrze i chcą tak to zapamiętać i pielęgnować. Może trochę z nostalgii… a może ze strachu, że w Polsce jest już “cywilizacja”… i ten strach nie dopuszcza im do myśli faktu, że różnica między USA a PL się diametralnie zmniejszyła. Albo chcą żyć w świadomości, że gdyby wrócili to by wrócili do zdecydowanie gorszego, więc nie warto…

  3. Ewelina
    April 3rd, 2012 at 06:14
    Reply | Quote | #3

    Odnoszę wrażenie, że coraz więcej Polonusów się asymiluje i stąd to Jackowo – które zresztą powoli znika z mapy, jak już Marcin wspomniał, wypierane przez imigrantów z Meksyku – wydaje się tą najbardziej konserwatywną częścią Polonii, trzymającą się swojej wersji polskości. W Chicago nie spotkaliśmy zresztą całej Polonii, tylko jakiś jej mały wycinek z Jackowa. Panie w sklepie, który faktycznie wyglądał jak “lepsza” wersja sklepu z lat 80 (czyt. pełne półki), były miłe, uśmiechnięte, “uprasowane”, zadbane i używające szerokiego wachlarza czasem niestety zapomnianych słów w ich fachu w Polsce – czyli “dzień dobry”, “dziękuję”, “proszę”, “życzymy miłego wieczoru” oraz “do widzenia”. Na pytanie, gdzie można zakupić pocztówki, chętnie i z uśmiechem udzieliły wskazówek, a nie odburknęły, że u nich nie ma…

    Przyznaję, że temat polskości i własnego pochodzenia coraz częściej mnie nurtuje. I co ciekawe, dopiero w Ameryce zaczęło mnie uderzać, że jako naród mamy straszne kompleksy, które kompletnie nie powinny mieć miejsca. Polska nie jest na pewno narodem wybranym, nie jest też ani piekniejsza, ani też brzydsza niż inne kraje (to refleksja po zwiedzaniu wielkich miast, choćby takich jak Detroit, straszących porzuconymi, zniszczonymi i zapomnianymi przez władze osiedlami, z ogromną przestępczością i biedą, które wyglądają o wiele gorzej niż łódzkie podwórka w okolicach Piotrkowskiej – tak, jest to możliwe!!!), ale zauważyłam, że inne narody nie wstydzą się swojego pochodzenia, a wręcz przeciwnie chwalą się nim i są z tego dumni. Na wycieczce tematycznej o gangach Chicago, przewodnik zaczął od opisu tego miasta z czasów Al Capone, w większości zamieszkanego wtedy przez imigrantów z Włoch, Irlandii, Niemiec i Polski. I za każdym razem jak wymieniał pochodzenie imigrantów, grupy turystów z radością klaskały przy “swoim” narodzie. I tak jakoś dziwnie się poczułam, jak wymienił na samym końcu Polskę… Ale się przełamałam i też zaklaskałam, a co!

    PS. Jak mnie ktoś pyta, skąd jestem, to zawsze odpowiadam, że z Polski, chociaż nie zanosi się, że do niej kiedyś wrócę… Chciałabym jednak zostawiać jakieś pozytywne skojarzenia w obcokrajowcach, że Polak czy Polonus to nie jest wąsaty Marian, który jest burakiem i ignorantem, je tylko pierogi i kiełbasę, popijając za dużą ilością wódy, po której wszczyna burdy. Bo przecież większość Polacków taka na prawdę nie jest!

  4. April 5th, 2012 at 11:29
    Reply | Quote | #4

    Brawo Ewelina! :) I o to chodzi :)

  5. Ewelina
    May 16th, 2012 at 08:34
    Reply | Quote | #5

    Cos Ci blog kurzem zarasta :)

  6. Robert
    May 16th, 2012 at 22:52
    Reply | Quote | #6

    Wykop.pl pozdrawia. Fajne zdjęcie “tam za wędlinami” ;) Co to za kamera?
    Czy są jakieś polonijne miejsca w mieście w którym mieszkasz w Stanach?

  7. LOL
    May 16th, 2012 at 22:55
    Reply | Quote | #7

    No nie wiem o co chodzi, wyjechali z takiej Polski to taką robią polską dzielnicę…

  8. Testoviron
    May 16th, 2012 at 23:12
    Reply | Quote | #8

    “umysł biedaka zawsze będzie biedny” –

  9. Pawel
    May 17th, 2012 at 00:08
    Reply | Quote | #9

    Miałem podobne odczucia jak byłem na Green Point’cie w NYC jakieś 5-6 lat temu. Czas się tam zatrzymał w PRL’u. Bary mleczne (ciekawa alternatywa dla fast foodów), wąsaci panowie z czerwonymi nosami, disco-polo w tle, krzyżyki i emblematy matki boskiej itp. Ciekawe doświadczenie…

  10. vlad
    May 17th, 2012 at 04:16

    @Ewelina
    Podworka w okolicach Piotrkowskiej powiadasz… Dawno cie tu nie bylo- zmienia sie na lepsze, powoli ale jednak. Znam gorsze miejsca w Polsce niz te podworka.

    Ja zwiedzilem tylko wschodnie wybrzeze, ale generalnie Stany to bylo wielkie rozczarowanie dla mnie- nie spodziewalem sie cudow, ale nawet to co mialem nadzieje podziwiac- organizacje- okazalo sie totalnym niewypalem. Gdyby nie polska klotliwosc, zlodziejstwo i bigoteria, to z pewnoscia mielibysmy duzo wiecej do powiedzenia jako narod i panstwo na arenie miedzynarodowej.

  11. skrzacinho
    May 17th, 2012 at 05:44

    Mieszkalem kiedys w Madison, WI, ok 2 godzin jazdy do Chicago, i wiele razy bywalem na “jackowie” i nigdy ale to nigdy nie spotkalem sie z jakims cwaniactwem lub przykroscia ze strony Polakow – wrecz przeciwnie. Mozesz takze rozwinac temat dt dlaczego lepiej dla Chicago bedzie gdy zostanie zdominowane przez Meksykanow? Byles moze kiedys w Meksyku? albo dzielnicach meksykanskich wielkich metropolii amerykanskich? jakies uzasadnienie poza kompleksem “self-hate”?

  12. Jotgie
    May 17th, 2012 at 13:28

    Chińskie dzielnice w USA też są zupełnie inne, niż te w Chinach.
    A tak w ogóle to Jackowo jest w zasadzie na “wykończeniu” – teraz Polacy “okupują” już inne dzielnice.

  13. maias
    May 17th, 2012 at 15:37

    hehe #marudzenie jednym z głównych tagów!

  14. Grazyna
    May 28th, 2012 at 10:57

    Zupelnie nie rozumiem jak wykop moze pisac w artykule o papiezu kiedy sam go obraza.

    Wykop to najwieszy rak internetu z jego dwulicowoscia.

  15. Tomek
    June 9th, 2012 at 19:54

    Czemu nie ma nowych wpisów?

TOP