[Szorty] Notatka dla siebie

Jakby mi kiedyś wpadło do głowy pomieszkać jeszcze raz w USA, to muszę sobie przypomnieć, że amerykańska telewizja przerywała reklamami transmisję ceremoni otwarcia Olimpiady. Jak nisko można upaść, żeby zarobić dolara? Na szczęście jest internet i BBC :)

Share

[Szorty] Osłabiony

Przed chwilą w radiu słyszałem audycje o odszkodowaniach. Dzwonił facet, który złamał zęba na kawału kamienia w gofrze i teraz zastanawia się ile pieniędzy może wycisnąć od restauracji. Prowadzący z zapałem wyjaśniał co ofiarze zamachu gofrowego przysługuje:
– zwrot kosztów za zabiegi dentystyczne (ok, to rozumiem)
– zwrot kosztów za inne przyszłe zabiegi dentystyczne (to już trochę dziwne)
– zwrot utraconych korzyści (np. jeśli nie mógł pracować, powiedzmy…)
– odszkodowanie za cierpienie (ja często cierpię jedząc amerykańską paszę – czy to już wystarczające cierpienie?)
A na koniec coś, co osłabiło* mnie tak, że muszę jak najszybciej zamknąć komputer i iść spać. Prezenter podkreślał, że to standardowe odszkodowanie:
– odszkodowanie dla małżonki za ograniczenie ilość kontaktów seksualnych w wyniku obrażeń partnera.

Po wysłuchaniu audycji postanowiłem, że jest jedna rzecz, którą muszę pilnie zrobić – rozregulować radio.

* istnieje prawdopodobieństwo, że tak mnie osłabił basen, ale lepiej zrzucić winę na kogoś innego.

Share

Nie ma takiego miasta – Londyn

Czasem śmiejemy sie z kogoś tylko po to, żeby dowiedzieć się, że sami nie jesteśmy lepsi. Oto przykład.

Urzędniczka: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta – Lądyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak…
Ochódzki: Ale Londyn – miasto w Anglii.

A w wersji audiowizualnej:

Niestety okazuje się, że racji nie miał ani Ochódzki ani urzędniczka. To co nazywamy Londynem to zbiór 32 jednostek administracyjnych wspólnie zarządzanych. Dwie z tych jednostek posiadaja prawa miejskie – City of London (obecnie dzielnica bankowa) oraz Westminister. Czyli Londyn jako miasto istnieje, ale to nie jest to o czym myślał Rysiu.

Aby poczytać o kolejnych dzielnicach walczących o prawa miejskie kliknij tutaj.

Share

[Szorty] Komunikat techniczny / prośba

Po uwadze szanownego Marcina K., że wrzuciłem na bloga coś niezwiązanego z podróżą rozdzieliłem bloga na dwie części – podróżniczą i pozostałą. Pierwsza zostaje tu pod adresem mgorecki.net, reszta poszła na geek.mgorecki.net.

Zgodnie z prawami Murphy’ego na pewno coś popsułem. Bardzo proszę o zgłaszanie mi jeśli coś przestało działać. Dziękuję!

ps. Tak, te zmiany opóźniły wpisy (ten o Meksyku i dzisiejszy o ZOO). Skargi proszę zgłaszać do winowajcy ;)

Share

[USA] [Szorty] Denerwuje mnie, gdy traktują mnie jak głupka

…ale widocznie trafiają tu na podatny grunt, skoro tak robią. Sprawdzałem dziś koszt wynajęcia auta na weekend w Denver. Hertz zaproponował cenę $11.62/dzień, co po dodaniu opłat, dodatków i podatków daje cenę za dwa dni: $101.21! Nawet nie chce mi się wymieniać wszystkiego, co doliczyli (rachunek miał 7 pozycji), moje ulubione to:

  • Energy Surcharge – Dopłata energetyczna, z wytłumaczniem, że koszty mediów, paliwa do autobusów i olejów poszły w górę, więc Hertz dolicza dopłatę energetczną (“The costs of energy needed to support our business operations have escalated considerably. To offset the increasing costs of utilities, bus fuel, oil and grease, etc., Hertz is separately imposing an Energy Surcharge”).
  • Airport Concession Fee On Flight Arrivals Within 24 Hours – Opłata lotniskowa za przyloty mające miejsce w ciągu 24h od zamówienia auta (auto było zamówione na za dwa tygodnie, ale opłatę z karty kredytowej pobierają na miejscu, więc chyba te 24h liczą od tamtego momentu.
  • Facility Use Fee On Flight Arrivals – Opłata za wykorzystanie obiektu w sali przylotów.

Według mojego prymitywnego pojmowania gospodarki są to tak zwane koszty, które pokrywa się z marży. Ale wtedy nie można kłamać, że wynajęcie auta kosztuje $11.62. Samochodu nie wynająłem.

Share

[Szorty] Tinker, Tailor, Soldier, Spy

Poniedziałkowe popołudnie spędziłem dość nerwowo – spiesząc się do kina na film, na który czekałem cztery miesiące (premiera amerykańska była poważnie opóźniona) – Tinker, Tailor, Soldier, Spy – w Polsce pokazywany jako “Szpieg”. Bardzo chciałem być w kinie wcześniej, żeby zająć dobre miejsce. I miałem takie jak chciałem, bo na film przyszły cztery osoby.

Tinker, Tailor, Soldier, Spy jest produkcją udaną, śmiało konkurującą z poprzednią telewizyjną adaptacją z 1979 (którą bardzo polecam!), co potwierdziło 7 nagród i 21 nominacji. Gra aktorów świetnie oddaje charaktery i emocje, obrazy są przyjemnie statyczne, muzyka łagodnie dodaje tła, a sama historia od początku do końca trzyma w napięciu. Jednak w filmie nie ma wybuchów, cycków ani bijatyki, więc nie mógł się tu dobrze sprzedać. Dziś już go zdjęli z ekranów we wszystkich okolicznych kinach.

Share

[USA] Świeże jedzenie po amerykańsku

Amerykanie jedzą dużo, ale kiepsko. W knajpach znacznie łatwiej znaleźć dzieła Sienkiewicza niż drugi plasterek pomidora (jeden wkładają gdzieniegdzie). Do tej pory demonstrowalnym przykładem amerykańskiego podejścia do jedzenia były reklamy potraw w puszkach oraz mrożonych steków (wysyłka z Nowego Jorku, dostawa na terenie całego kraju z 5 dni!) w przerwach programu Gordona Ramseya (brytyjskiego celebryto-kucharza), który gromi na prawo i lewo za używanie czegokolwiek co nie jest świeże, w szczególności mrożonek i konserw.

O tym jak inaczej można widzieć to samo przekonałem się w weekend gdy pytałem sprzedawce w sklepie czy mają świeża rybę, bo wszystko co jest w ladzie ma napisane (“produkt wcześniej mrożony”). To on mi odpowiada – to jest przecież świeże! Jak powiedziałem, że chodzi mi o świeże, a nie odmrożone, to popatrzył na mniej jak na przygłupa, zamyślił się i powiedział, że może dać mi zamrożone – ryba będzie świeża, nieodmrażana. Poddałem się.

Tego samego dnia, w tym samym sklepie widziałem jak w piekarni babka pakowała gorący chleb do szczelnych foliowych torebek, które błyskawicznie zachodziły parą…

W lodówce mam szynkę, którą kupiliśmy ponad miesiąc temu – stoi otwarta, a wygląda jakby właśnie wyszła z wędzarni. Nie zjem jej, trzymam ją jako eksperyment – kiedyś musi się coś z nią stać.

Wiedziałem też, że tutejszy przysmak na święto dziękczynienia nie może być wykwintny, bo jest to indyk smażony w głębokim oleju (wiem to z apeli straży pożarnej, żeby nie smażyć go w domu, tylko przed budynkiem, bo 10-15 litrów rozgrzanego oleju ma tendencje do zapalania się).

Dziś jednak na firmowym meetingu moje horyzonty kulinarne zostały poszerzone. Otóż dowiedziałem się, że indyk zachowuje smak nawet ponad rok po usmażeniu – to co zostanie z tegorocznego święta dziękczynienia, można z apetytem zjeść za rok. Podobno w drugim roku traci trochę na smaku i zmienia mu się konsystencja. Tak mówili Ci co sprawdzili. Smacznego!

Share

[Szorty] Prawnicy a poczucie rzeczywistości

Im wieęcej słyszę o dokonaniach amerykańskich prawników, tym bardziej mam wrażenie, że żyją na innej planecie. Dzisiaj grupa Universal Music wystąpiła do sądu przeciwko Grooveshark o złamanie praw autorskich. Ok, do tego miejsca ma to sens, ale zaraz przestaje: UMG rząda zadośćuczynienia w wysokości $150000 za KAŻDE udostępnienie piosenki osobno, co łącznie daje odszkodowanie na poziomie 15 miliardów dolarów. Wg mnie każdy prawnik, który się pod tym podpisze powinien być starannie przebadany pod kątem kontaktu z rzeczywistością.

Share