[USA] Nie wszystko złoto co na dzikim zachodzie

Czy wspominałem ostatnio, że jak amerykanie coś robią, to robią to dobrze? Jak tak to muszę dodać “… chyba, że robią to absolutnie beznadzienie”. Przykładem dziś będzie moja ulubiona biurokratyczna maszyna nadająca numery ubezpieczenia społecznego. Wczoraj minęły cztery tygodnie od kiedy dwa tygodnie po przyjeździe wystąpiłem o przyznanie mi numeru, dzięki któremu będę mógł dostawać wynagrodzenie za pracę, na która wcześniej dali mi pozwolenie. Chyba wciąż nie są w stanie sprawdzić, że naprawdę tu przyjechałem, bo numeru jeszcze nie dostałem. Zgodnie z instrukcją zadzowniłem więc, żeby spytać co się dzieje. Dowiedziałem się dwóch rzeczy:
1. nie mogą mi nic powiedzieć przez telefon
2. jeśli na skrzynce pocztowej nie będzie mojego nazwiska, to listonosz i tak nie zostawi listu z numerem. Dla mojego dobra (!).
O tej drugiej informacji powinni mnie byli poinformować gdy składałem wniosek, ale zapomnieli.

Rzuciłem pracę, pojechałem od urzędu wylegitymować się paszportem i po 35 minutach czekania w kolejce dowiedziałem się, że:
1. numeru nie ma
2. nie wiedzą dlaczego
3. nie mogę zmienić adresu zamieszkania na który prześlą kartę, bo… do zmiany adresu potrzebny jest numer ssn (którego nie dostanę, bo nie mam dostępu do skrzynki pocztowej w poprzednim domu). Jeśli list odbije się od skrzynki i wróci do nich, to będę mógł wystapić o wydanie duplikatu karty. Dla swojego zdrowia psychicznego nie pytałem czy będę mógł wtedy zmienić adres…
Prosząc o ponowne wydanie wykorzystałbym jeden z możliwych duplikatów karty – każdy ma prawo do trzech duplikatów rocznie i nie więcej niż dziesiąciu w ciągu całego życia. Amerykanie uwielbiają takie idiotyczne regulacje i ograniczenia.

Druga rzecz, która średnio Amerykanom wychodzi, to dostrzeganie związków przyczynowo-skutkowych i wnioskowanie. Idealną ilustracją będzie krótka przypowieść o naszej wizycie w restauracji w sobotę. Wybraliśmy się do lokalu w ładnej miejscowości turystycznej, blisko oceanu, pośród pięknego lasu. Wystrój był bardzo gustownie stylizowany na brytyjski pub z dużą ilością detali typu tabliczki, napisy i plakaty, zgrabnie połączonych z typowo amerykańską restaruracją, w szczególności z wszechobecnymi reklamami, dość topornym humorem i zdecydowanym z nadmiarem osób: osobną obsługą do wskazywania stolików, inna do przynoszenia sztućców oraz kolejną do podawania jedzenia. To jest dobry moment, by wspomnieć kolejną amerykańską regulacje – wejście do pustej restauracji i pominięcie osoby, która wskaże nam wolny stolik, jest traktowane jako grzech, nietakt oraz zamach stanu w jednym i skutkuje niemiłymi uwagami ze strony obsługi, brakiem obsługi lub wyproszeniem z lokalu. Bycie prowadzonym przez pusty lokal aby usłyszeć pytanie “gdzie chciałby Pan usiąść” kruszy moją wiarę w ten naród.
Ale wracając do lokalu – było to naprawdę dobrze przygotowane miejsce. Przed jedzeniem postanowiłem umyć ręce, rozejrzałem się i… nie znalazłem wskazówkek gdzie jest łazienka, więc zacząłem krążyć, aż po zwiedzeniu całego lokalu spytałem kogoś z obsługi, kto wskazał doskonale ukryte wejście za załomem ściany. W tym czasie kelnerka zagadała do Eweliny pytając czy szukam łazienki, na co Ewelina zgodnie z prawdą przytaknęła. Na to kelnerka wyraźnie żaląc się na swój los odpowiedziała “wszyscy tak maja, po sto razy dziennie muszę mówić gdzie to jest”. Postawię pytanie: w jakim stanie intelektualnym trzeba być, zeby po 500 powtórzeniach tygodniowo nie wymyślić, żeby zrobić tabliczki z dyskretymi kierunkowskazami?
Wracając z łazienki wziąłem z korytarza wydanie “jedynej ogólnokrajowej brytyjskiej gazety”. Wertując ją zatrzymałem się na informacji, żę Anglia wygrała Ashes Series, co miało miejsce cztery mięsiące temu. Pomyślałem, że może wiadomości wolno przez ocean płyną, ale rzuciłem okiem na datę – to było poprzednie Ashes, a gazeta była datowana na wrzesień 2009. To tyle jeśli chodzi o jakość detali i ilość osób czytających.

Na zakończenie ciekawostka – nasza kablówka oferuje dostęp do “Pakietu Polskiego”, w skład którego wchodzą… TV Polonia. Tak, jest tylko ten jeden program. Dostęp do niego kosztuje $19.95 miesięcznie, tyle samo co do 10 kanałów HD z nowościami filmowymi. Cenimy się.

Share